Czy poranek wygląda wszędzie tak samo? Słońce jest przecież jedno. Niebo wszędzie to samo. Jednak coś sprawia, że niektóre poranki różnią się od siebie diametralnie.
- Lucy! Wstawaj! – na w najlepsze śpiącą blondynkę skoczyła Gemma
- Co? Gdzie? Jak? – poderwała się dziewczyna
- Ósma już! – Gemma roześmiała się
- No coś ty? – dziewczyna w jednej chwili wyskoczyła z łóżka biegnąc do łazienki
- Na 11 tam masz być, nie? – Gemma krzyczała do zamkniętych drzwi od łazienki
- Tak – odpowiedział jej głos po drugiej stronie – Skąd wiesz?
- Harry mi mówił. Tak w ogóle to on mi kazał tu przyjść i cię obudzić żebyś nie zaspała.
- Serio? – Lucy aż wyszła z łazienki
- No tak – Gem uśmiechnęła się – Nie chciał sam przyjść, bo... - urwała na chwile – Właśnie o tym porozmawiamy jak wrócisz
- Tak? – blondynka spojrzała na nią zdziwiona
- Tak – odpowiedziała stanowczo – Bój się!- roześmiała się i wyszła z pokoju.
***
- Emma? Emma, śpisz? – Niall stał pod drzwiami gościnnej sypialni
- Przecież mogłeś normalnie wejść – uśmiechnięta brunetka stanęła w drzwiach
- Chodź tu do mnie – przyciągną dziewczynę do siebie namiętnie ją całując – Mogłem się domyślić, że tak będzie. - powiedział z lekkim zawiedzeniem
- Jak tak? – Emma nie zrozumiała o co chodzi
- No, że mamy osobne pokoje – przytulił ją mocniej
- Ja o tym wiedziałam od początku – roześmiała się
- Tak?
- No pewnie – pogładziła go po policzku – Przecież twoja mama pewnie myśli, że my jesteśmy na etapie trzymania się za rączki
- Chyba bezpieczniej będzie dla nas jak tak zostanie – Niall roześmiał się
***
- Lucy kochanie, tu masz jeszcze soczek – Anne podsuwała blondynce cały czas nowe smakołyki
- Dziękuje – dziewczyna szybko popiła
- Ale powoli, bo się zakrztusisz – pokiwała jej palcem
- Śpieszy mi się bardzo – uśmiechnęła się
- Tak to jest w dzisiejszych czasach... Całe życie w biegu...
Nagle do kuchni weszła Tom z roześmianym rodzeństwem
- Cześć – rzucił wesoło Tom
- Cześć – powiedział niemrawo Harry
- Co ci synku? – Anne od razu podbiegła do chłopaka
- Nic, jeszcze się nie obudziłem. - odpowiedział kładąc ręce i głowę na stole
- To dzisiaj ten wielki dzień Lucy? – dopytał się Tom
- W jakim sensie wielki? – zapytała blondynka
- Justin – odpowiedział
- Aaaa... – Lucy załapała o co chodzi – Nie, nie dzisiaj. Dzisiaj to tylko się choreografii będziemy uczyć, pokażą co i jak, a jutro nagrywamy
- Będę trzymać za ciebie kciuki – powiedziała Anne
- Ja też chce poznać Justin'a! – powiedziała ochoczo Gemma
- Przestań – przerwał jej Harry – Przecież on jest beznadziejny
- Nieprawda! – krzyknęły Lucy i Gemma jednocześnie
- Prawda! – zaprzeczył chłopak – Zupełnie nie wiem dlaczego się nim tak podniecacie!?
- Bo ma super piosenki! – powiedziała Gemma
- Bo super tańczy! – Lucy też dodał coś od siebie
- Bo cały jest super – znów powiedziały jednocześnie
- Nie znacie się – zrezygnowany dalej leżał głową na stole
- Ty się nie znasz – powiedziała poważnym głosem Gemma
- Ale się późno zrobiło... - Harry przeciągnął się na krześle. Pozostali zero reakcji na jego słowa. - Już prawie popołudnie. - Dalej nic - Już prawie 11! – dodał gdy do Lucy dalej nie docierało
- 11?! – poderwała się z krzesła – Musze jechać!
- Dokąd dokładnie? – zapytała Gemma
- Tu mam adres – Lucy wyciągnęła z kieszeni karteczkę
- Ostatecznie mogę cię zawieść. - Harry leniwie wstał z krzesła
- Sam mówiłeś, że jesteś zaspany – zwróciła się do niego matka – Jeszcze jakiś wypadek spowodujesz! Tom ją zawiezie.
- Ale ciociu. Ja też trochę nie wyspany jestem. - Tom ziewnął
- On nie potrafi dobrze prowadzić – powiedziała Gemma – Niech Harry jedzie!
- To ja może taksówkę zamówię? – zapytała Lucy nie wiedząc co robić
- Nie! – krzyknęła cała czwórka
- Podwiozę ją i od razu skocze do Rayan'a – powiedział Harry
- Tylko ostrożnie – dodała jeszcze na koniec Anne
- No to chodźmy! – Dziewczyna odwróciła się gwałtownie. Zbyt gwałtownie. Trzymany przez nią sok z rozmachem wylał się na koszule jakiegoś mężczyzny.
- Przepraszam! – krzyknęła przestraszona Lucy – Nie chciałam!
- Masz tu szmatkę – Anne rzuciła mężczyźnie ścierkę
- Pięknie mnie witacie – roześmiał się
- Naprawdę nie chciałam przepraszam. - powiedziała jeszcze raz Lucy
- Cześć tato! – Harry uściskał się z mężczyzną
- Witam wujku! – Tom roześmiał się
- No witam, witam – również się roześmiał
- Czyli, że... - zaczęła Lucy
- Tak jestem ojcem Harry'ego i Gemmy – powiedział mężczyzna – Robin – wyciągną rękę w stronę blondynki
- Lucy – uśmiechnęła się nieśmiało
- Naprawdę jesteś taka ładna jak mówił! A myślałem, że zmyśla – za te słowa Robin został "delikatnie" szturchnięty przez Harry'ego – Tom mówił – dodał zażenowany
- Tom mówił? – blondynka powtórzyła z uśmiechem spoglądając na Harry'ego
- Powinniśmy już jechać – Harry przerwał niezręczną, szczególnie dla niego, sytuacje
- Tak, tak – zgodziła się Lucy – Do zobaczenia!
***
- Masz jakąś rodzinę medium? – zapytała roześmiana Lucy, gdy już wraz z Harry'm siedziała w aucie
- Dlaczego?
- Bo tak jakoś dziwnie wszystko o mnie wiedzą i w ogóle... - powiedziała dalej się śmiejąc
- Yyyy... Matka chodzi czasami do wróżki – odpowiedział – Takie zabobony
- Jaaaasne – powiedziała
- No tak!
- No tak! Czy ja mówię, że nie?!
- Ja im nic o tobie nie mówiłem – zaprzeczył
- Aha – odpowiedziała powstrzymując się od śmiechu
- Nigdy nawet o tobie nie wspominałem
- Aha
- W ogóle ani słowa
- Aha
- No i dlaczego mi nie wierzysz?!
- No przecież ci wierze! – udało się jej jakoś powstrzymać śmiech – Nie mówiłeś o mnie ani słowa swoim rodzicom. Dotarło do mnie
- No i dobrze.
***
- Cześć Louis! – chłopak usłyszał w słuchawce wesoły głos
- Cześć Liam! To co wyrywamy dzisiaj?
- Chyba chwasty!
- Oj dobrze wiesz o co mi chodzi! Idziemy gdzieś, nie?
- No pewnie. Ale o dziewczynach trzeba wyrażać się z szacunkiem. Pójdziemy rozgromić swoim urokiem osobistym jakąś olśniewająca niewiastę - powiedział z powagą w głosie Liam
- Eeee… - Louis'a zatkało – Piłeś już coś?
- Louis! Dobra to, o której i gdzie?
- O 23 tam gdzie kiedyś Zayn się schlał
- Tam gdzie jest ta duża paprotka?
- Duża paprotka? Ty naprawdę coś piłeś!
- Nie pamiętasz jej!? Przecież porzygałeś się do niej!
- To nie była paprotka młocie!
- Jak nie paprotka jak paprotka!
- To palma była!
- Palmę to ty masz rano na głowie!
- A ty masz przez cały dzień!
- A ty przez cały dzień i całą noc! Eh… Dobra już
- Do Zayn'a dzwoniłeś?
- Dzwoniłem
- I co?
- Nie idzie z nami, bo siostry maja dla niego jakąś niespodziankę, a potem ciocia przyjeżdża i wiesz...
- Myślisz, że chodzi o Victorię?
- Niestety tak
- Przecież zerwała z nim tak dawno
- A widzisz… Dalej go trzyma…
- Jak wrócimy do domu to będziemy musieli z nim coś zrobić…
- Coś się jeszcze wymyśli... Takich dwóch jak nas do nie ma ani jednego – roześmiał się
- Dobre to było – Louis zaczął zacieszać jak dziecko
- Do zobaczenia!
- Cześć!
***
Lucy po prawie całym dniu spędzonym na sali treningowej miała ochotę tylko na długą, odprężającą kąpiel i wizytę w najpiękniejszym miejscu na ziemi... W łóżku.
- Wsiadaj! – Harry podjechał pod olbrzymi budynek, z którego właśnie wyszła dziewczyna
- Już! – rzuciła plecak na tyle siedzenie, a już chwilę później znalazła się obok niego kładąc się na fotelach
- Co ci? – zapyta niby obojętnie chłopak
- Zmęczona jestem. - odpowiedziała cicho
- To coście tam robili?
- Tańczyliśmy! –odpowiedziała Lucy - Byłeś w domu?
- Kiedy?
- No w czasie jak ja była tam
- Nie, byłem u kolegi. A co? - spojrzał na lusterko, aby móc zobaczyć twarz Lucy, która leżała na tylnym siedzeniu
- Twój ojciec jest pewnie na mnie wściekły
- Przestań. Przecież nic się nie stało...Polubił cię
- Skąd wiesz jak cię w domu nie było?
- Gemma do mnie dzwoniła
- Aha…
Zapadła krępująca cisza.
- Harry? – zapytała nieśmiało – Nienawidzisz mnie, prawda? - chłopak spojrzał na nią zaskoczony odrywając wzrok od drogi – Patrz na drogę!
- Co to w ogóle za pytanie? – tym razem patrzył na nią spoglądając w lusterko
- Proste
- Głupie
- Nienawidzisz?
- Po co ci to wiedzieć?!
- Potrzebuje!
Chłopak nic nie odpowiedział
- Czyli tak? – zapytała smutno
- Daj mi spokój! – spojrzał w lusterko, w którym odbijała się smutna twarz brunetki – Nie – dodał szeptem
***
- Lucy? Miałyśmy porozmawiać... - do pokoju już zasypiającej blondynki weszła Gemma
- Jutro... – odpowiedziała dziewczyna naciągając kołdrę na głowę
- Ale jutro mi się już nie wymigasz – powiedziała kiwając palcem po czym wyszła z pokoju
Ej! Co jest? Tylko 7 komentarzy? Wiem, że opowiadanie czyta dużo osób, więc dlaczego komentarzy jest mało? Wyjaśnijcie mi to.
Pozdrawiam Angelika xoxo